Płaszcz Mamma Studio – recenzja

Płaszcz Mamma Studio nabyliśmy, gdy kalendarzowa zima miała się ku końcowi, ale prawdziwie zielonej wiosny jeszcze nie było widać na horyzoncie. Od pierwszego dnia pokochałam go całym sercem, mimo że nie do końca dobrze wybrałam rozmiar. Po wymianie płaszcz okazał się niezwykle wygodny i uniwersalny. Noszę w nim Antka (10 miesięcy, 10 kg, ubranka 74/80) i Huba (ponad 4 lata, 14 kg, rozmiar 104, który po złamaniu nogi jeszcze nie chodzi tak dobrze i daleko jak kiedyś). Co ważne, płaszcz równie dobrze (a nawet lepiej) wygląda też bez chuściocha. Szczegółowa recenzja poniżej. Długo wahałam się czy kupić bluzę czy płaszcz. W końcu zdecydowałam się na ten drugi i był to strzał w dziesiątkę. Płaszcz wydaje mi się zgrabniejszy niż bluza, szczególnie jeśli jestem bez dziecka. Z przodu ma taką samą długość jak bluza, z tyłu jednak jest wydłużony i zaokrąglony. Bardzo dobrze to wygląda.

Płaszcz Mamma Studio – materiał:

Płaszcz podobnie jak bluza do karmienia, która była moim pierwszym nabytkiem z Mamma Studio (jej recenzja wkrótce) wykonany jest z bardzo dobrej jakości bawełnianego materiału. Jest ciepły, uszyty z dwóch warstw niebieskiego, lekko ocieplanego materiału. Niestety przekłada to sie na jego wagę, jest relatywnie ciężki (szczególnie jak sobie porównam z wagą puchowego zimowo-jesiennego płaszcza, w którym chodziłam zanim kupiłam ten płaszcz). Po kilku praniach nic się nie rozciąga czy przebarwia.

Nie jestem zmarzluchem. Mnie płaszcz z powodzeniem służył temperaturach oscylujących w okolicy zera stopni, przy naprawdę łagodnej zimie może być nawet ubraniem całorocznym.

Płaszcz Mamma Studio – krój:

Płaszcz ma luźny krój tzw. „nietoperza”. Trzeba się do niego przyzwyczaić, zwłaszcza jeśli na co dzień chodzi się w raczej dopasowanych ubraniach. Ja czuję się w nim naprawdę swobodnie i pewnie. Bardzo lubię sposób wykończenia rękawów we wszystkich ubraniach Mamma Studio. Rękaw jest zakończony dość wąskim i długim (prawie do łokcia) ściągaczem, z dziurą na kciuka. Uwielbiam!

Płaszcz Mamma Studio – rozmiar:

Z tabelek z wymiarami wynikało, że powinna zamówić rozmiar XS. Tak też zrobiłam i faktycznie, płaszcz był idealnie dopasowany. Na tyle idealnie, że zapinając go (szczególnie z  dzieckiem z przodu) musiałam się trochę pomęczyć z zamkiem. Niby wszystko było ok, ale jednak nie czułam się bardzo komfortowo. A Antek miał wtedy jakieś 8-9 miesięcy. Zdecydowałam się na wymianę płaszcza na większy rozmiar (S/M). I to był strzał w dziesiątkę! Mój nowy płaszcz jest nieco luźniejszy (jest większy tylko o kilka cm w obwodach, długość jest taka sama jak w rozmiarze XS), ładniej się układa, nawet gdy noszę duże dziecko (Hubo ma rozmiar 104 i się bez problemu mieści). Gdy nie mam dziecka również wygląda dobrze.

TIP: Gdy nie noszę dziecka podwijam rękaw płaszcza. Dzięki skróceniu rękawa materiał lepiej się układa na plecach, a cały płaszcz wygląda na sylwetce dużo schludniej.

Płaszcza Mamma Studio – zakładanie

Największym plusem płaszcza Mamma Studio jest to, że bez najmniejszych problemów można go założyć, gdy dziecko jest zamotane na plecach. Gdy zaśnie, łatwiej jest je przetransferować – nie trzeba „walczyć” z materiałem jak w przypadku kurtek czy bluz z otworem na głowę chuściocha. Niewątpliwym plusem jest możliwość noszenia go z dzieckiem zamotanym z tyłu, przodu, ale też z boku. Dzięki temu ostatniemu pierwszy raz od bardzo dawna wyszłam z domu z dzieckiem w chuście kółkowej (nie cierpię nosić w kółkach zamotanych na kurtkę).

Minus jest związany z plusami – ponieważ pomiędzy głową dziecka a plecami rodzica nie ma materiału, w chłodniejsze dni bywa zimno. By nic od tyłu nie podwiewało trzeba dobrze się ubrać – u mnie sprawę załatwiał cienki golf (gdy miałam sweter zdarzało się, że Antek podnosił szalik i odsłaniał plecy…). Do płaszcza dodany był komin, ale on akurat w ogóle się u mnie nie sprawdził. Jest na tyle szeroki, że wiało mi na szyję i nie na tyle długi, bym mogła go sobie porządnie osadzić na ramionach. W efekcie do płaszcza noszę normalny szalik, nie za gruby, żeby nie przeszkadzał dziecku.

Płaszcz nie jest też do końca uniwersalny. Świetnie się w nim odnajduję w mieście, w lesie, na spacerach, nie pójdę w nim jednak np. w góry. Tam niezastąpiona okazuje się kurtka softshellowa (wkrótce to jej recenzja). Niemniej obecnie nie wyobrażam sobie jesienno-wiosennego noszenia dziecka bez płaszcza Mamma Studio. Wszystkie produkty Mamma Studio zobaczycie tu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *